poniedziałek, 3 lutego 2014

Ziiiiiiiiiiiieh!


Zatem. Zacznę od tego, co miałam napisać wczoraj, czyli: Gratulacje panie Stoch, zdeklasowałeś pan rywali, dwa zwycięstwa w Willingen i wyprzedzenie Petera Prevca w klasyfikacji generalnej. Cieszymy się niezmiernie :D

Co drugie. Wczoraj minęło 35 lat od śmierci Sida Viciousa, basisty Sex Pistols. Jej, fangerluję Pistolsom, a gdyby nie Ciocia Wiki to za cholerę bym nie wiedziała. Szkoda, że facet przedawkował, serio.

Trzy. Dziecko zrozpaczone, bo nie ma Segi. Ale szczęśliwe, bo znalazło giery z Segi w necie i teraz gra jak gópie.
Ale tak na serio. Większośc grała na Playstation, NES-ie albo na kompach, a ja dopierdzielałam w Sonica, Tiny Toon albo Animaniaki na Sega Mega Drive (bądź Genesis, różne to nazwy miało). To jest wręcz jak powrót do dzieciństwa, takie siedzenie i wrzeszczenie: "No weź nie wpadaj do goala, nie do goala!" albo "Alakazam!" (dla ścisłości: 1. Bonus Stage w "Sonic The Hedgehog"; 2. Wyczarowywanie dywanu w "Mickey Mouse World Of Illusion"). Wyście mieli "Contrę", ja miałam "Pagemastera". I tyle w temacie.

Cóż jeszcze... No właściwie gdybym pisała tę notkę wtedy, kiedy zamierzałam, czyli dwa dni temu, to pewnie by się więcej tematów znalazło, a tak to tematy czerpią (gwoli wyjaśnienia: u mnie "tematy czerpią"="tematy się wyczerpują").

Wait. Wczoraj pan Komentator Od Skoków (nazwiska nie pamiętam) powiedział, iż Martin Schmitt kończy karierę. No trochę się smutno zrobiło, bo jednak wielkim skoczkiem był, nie da się ukryć. Ale nie da się też ukryć tego, że w tym sezonie to on sobie kompletnie nie radzi. Szkoda, serio.
Szkoda też Jakuba Jandy, bo podobno też zamierza po tym sezonie przejść na emeryturę. No czekam po prostu kto jeszcze.

Zatem auf wiedersehen i czekajcie do następnego, może się doczekacie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz