wtorek, 31 grudnia 2013

Aw aw aw, młoda foka


Jeszcze raz Hapi Nju Jer ;*

A teraz przejdźmy do main notki. Znalazłam ostatnio taką małą notateczkę z takiego meetingu. Głosiła ona:

10,000*6,5=1,300,000 - angielska matematyka

 Tyle wyszło pewnej kretynce. Nic w tym niezwykłego, gdyby nie to, że liczyła na kalkulatorze. Ten kraj nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.

Chciałam też wspomnieć o panu Georgu Listingu, basiście Tokio Hotel. Ja nie mogę, facet wyglądał na największego przychlasta w całej grupie, a teraz... Sami popatrzcie:





No teraz facet jest takim mega ciachem, że o matko. Ale ja i tak wolę Liama Howletta. Może go wrzucę kiedyś, jak i Keitha Flinta, żebyście sobie popatrzyli na moje miłości (kolejno 42 i 44 lata, ale chuj).

Mam ostatnio fazę na oglądanie rojowych Slenderów. Ten facet wali takimi tekstami, że ja się śmieję, zamiast bać. Chyba, że wrzaśnie jak kretyn, wywołując zawał serca xd

"Karnawał, kurwa. Zero śmiechu, zero beztroskiej gonitwy za balonikami. Teraz na tą atrakcję, teraz może na tą, tato, chodź tutaj, kup mi misia, ustrzel... Nie ma chuja! Mrok i zło"

Ten fragment mnie po prostu rozpierdala ;P Macie tu linka z całym filmikiem.

W sumie to na razie nie mam co pisać, dlatego, trzeci raz oby wam się!

czwartek, 26 grudnia 2013

We wish you a Merry Christmas


No tak, trochę spóźnione te życzenia, ale dobra xd
Więc: chciałabym życzyć wszystkim ewentualnym czytelnikom Wesołych Świąt, wyjątkowo udanego Sylwestra (tak, żeby się świetnie bawić i nic nie pamiętać xd) i niezmiernie szczęśliwego Nowego Roku dwatysiąceczternastego, żeby wam się układało lepiej niż mi xd


sobota, 21 grudnia 2013

This baby's got a temper!


Na wstępie chciałam pogratulować panom: Janowi Ziobro za wygranie pierwszego w karierze konkursu skoków narciarskich i dwóch wspaniałych lotów (134 m i 141 m) i Kamilowi Stochowi za zajęcie drugiego miejsca w tym samym konkursie w Engelbergu oraz przejęcie pozycji lidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata (8 pkt. przed Schlierenzauerem :D). Wspomnę też o tym, że nasz ulubiony Thomas Morgenstern wystartuje w pierwszym konkursie Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie. Cieszmy się i radujmy :)

Zaczęłam mieć fazę na The Prodigy i Sleeping With Sirens. Pierce The Veil i All Time Low też. Niektórzy pewnie by pomyśleli, że słuchanie na okrągło tych samych 12 piosenek może się znudzić, ale minął tydzień i nic się nie dzieje. Jestem dziwna, bo przemawiam do plakatów Keitha Flinta, Kellina Quinna i Vica Fuentesa jak do bóstw jakichś. No cóż, taka już moja natura. (Kellin wisi za wysoko i nie mogę go całować na dobranoc, skandal!)

Zastanawiam się, dlaczego połowa moich idoli, w których jestem zakochana do szaleństwa i których chciałabym pojąć za mężów mają +35 lat? Czemu ja patrzę głównie na nich, a nie, powiedzmy, na Louisa Tomlinsona, który ma 22 lata? Na miłość boską, Keith Flint ma 44, a Jon Bon Jovi 51 lat! Niedługo kumple zaczną mnie nazywać geriatrofilką xd

Dobra, koniec pierdolenia, żegnam się. Na koniec wrzucę państwu piosenkę, w której zderzają się wysokie głosy dawno dorosłych facetów i ich zajebiste screamy.

Zapomniałabym. Szczęśliwego Yule wszystkim Wiccanom i szczęśliwych Godów wszystkim rodzimowiercom :)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Cieszymy się niezmiernie


No tak, miałam dodać notkę wczoraj, ale jakoś nie miałam siły.

A mianowicie, Kamil Stoch wygrał drugi z konkursów indywidualnych organizowanych w Titisee-Neustadt. Cieszymy się jak jasna cholera, też dlatego, że oddał dwa za-je-bi-ste skoki. Oby tak dalej, Kamil :)





Druga rzecz. Upadek Thomasa Morgensterna. Aż mi serce stanęło, jak zaliczył tę wywrotkę, naprawdę. Ja się wręcz modliłam (hahahahaha, jak to dziwnie brzmi, ale ja tam mam swoje źródła), żeby tylko nie miał zerwanych żadnych ścięgien, bo wtedy byłby do końca sezonu wyeliminowany. Szczególnie groźnie wyglądało to, jak uderzył głową w nartę. Szczęściem jednak nic mu się nie stało, oprócz złamania palca i otarć skóry.

Jak zobaczyłam ten upadek, od razu przypomniał mi się wypadek Jana Mazocha w Zakopanem. Ten miał przerąbane, bo przez nagły i silny podmuch wiatru, który totalnie mu popieprzył narty, spadł z dużej wysokości (bodajże jeszcze robiąc salto) na zeskok i mało co, a zaliczyłby zgon.

W każdym razie życzymy panu Morgiemu szybkiego powrotu do zdrowia :)

sobota, 14 grudnia 2013

Where is fucking snow?!


Słoneczko, zero wiatru, prawie czyste niebo, suchutko, bez śniegu, 12 stopni... Angielski grudzień, herzlich wilkommen.

Nie, poważnie mówię. Niedługo święta, a tu tylko deszcz pada. Można szału dostać. Nienawidzę śniegu, ale bez przesady, to jest masakra. A jak spadnie 5 cm śniegu to szkoły pozamykają. Paranoja.

Nie bez powodu wrzuciłam opening Sword Art Online. Cholernie podoba mi się to anime, wciąga od pierwszego odcinka, ale wkurzające jest to, że praktycznie w każdym odcinku jest inny wątek. Na razie jestem na 12. odcinku, ale musiałam sobie odpuścić, bo mi na żadnej stronie player nie chodzi.

Wróciłam zatem do Czarodziejek. Uwielbiam ten serial, poza tym, to sentymentalny powót do wczesnych lat dzieciństwa. Jak głupia oglądałam wszystkie odcinki, mając 5 czy 6 lat. I zawsze chciałam być Piper xd

Zaliczyłam szoka. Simon Amman, jeden z moich ulubionych skoczków narciarskich skoczył prawie rekord Hochfirstschanze, czyli 144 metry. Rekordy konkursu lecą. Morgenstern 143.5 m, a niespełna 42-letni Noriaki Kasai całe 142 m. Kocham ten sport i pewnie będę o nim blablać na okrągło, tak do marca. A potem znów, od sierpnia.

Macie tu linka do skoków z 1906 roku. Ja podziwiam ówczesnych skoczków, ponieważ musieli być nieźle odważni skacząc na drewnianych nartach (tak, skakali na takich), machając rękami i lądując bez telemarku. Mimo, że wtedy rekordy wynosiły ok. 20 metrów, to jednak skacząc w ten sposób i na takim sprzęcie można było się zabić. Szkoda, że w 1808 nie było filmu, bo chciałabym zobaczyć pierwszy rekordowy skok, wykonany przez Norwega Olafa Rye na odległość 9.5 m. Pewnie było to na jakiejś mikroskopijnej skoczeńce, usypanej ze śniegu.

Oł je, Severin Freund kolejne 144 m, zaciesz. Taak, hejty za to, że kibicuję nie tylko Polaczkom. I czo?

I na koniec: Jump!

niedziela, 8 grudnia 2013

A Slender przyjdzie i cię zje


Fajnie, że ktoś się jednak tym blogiem interesuje, bo mam całego jednego obserwatora i cały jeden komentarz ;P Jestem rada xd

Też tak macie, że gdy się gdzieś spieszycie i słuchacie muzyki, to wybieracie piosenki, przy których szybciej się idzie? No ja tak mam z naszym aktualnym soundtrackiem i jeszcze z tą piosenką i . Po prostu moje nogi automatycznie dopasowują się do muzyki i lecą. No jakoś tak mam.

O czym to ja... Ach tak, Slender. Jestem masochistką, bo cholernie boję się tej gry, a ściągnęłam Slendera właśnie i Slender: The Arrival. Próbowałam grać sama, w środku nocy, na słuchawkach, w ciemnym pokoju, ale wysiadłam po 10 minutach. Nie boję się oglądać horrorów w takich samych warunkach. Jednak jestem dziwna.

Założyłam konto na Quests of Gallendor. Gra jest strasznie prosta, bo nie trzeba nigdzie postacią chodzić, tylko wystarczy klikać myszką w odpowiednie przyciski. Grałam w to jak miałam 8 lat i wróciłam tylko z sentymentu xd

Farelka to jednak zajebiste urządzenie ;)

Czekam na okazję, kiedy wreszcie pojadę do normalnego sklepu sportowego i kupię tę wymarzoną deskorolkę. Mam już za długo forsę i istnieje niebezpieczeństwo wydania jej w niewłaściwych celach.

Wpadam w furię, bo aktualizacja Aiona instaluje mi się godzinę, a jest dopiero 18%. Nie, mam to w dupie, nie ściągam teraz, nie mam siły.

Słucham teraz Dir en Grey i tak myślę ile ja już ich nie słuchałam... Zajebiście grają, a ja ich nie słuchałam 3 miesiące. Karygodne.

Nie mam już kompletnie co robić. Ściągnęłam Wizard101 i doszłam do momentu, w którym jedyne misje jakie są jeszcze dostępne, są w płatnych lokacjach. Można się wkurwić.

Dobra, skończę już pieprzyć. Dodam jeszcze, że tę notkę pisałam dwa dni. Arrivederci roman.