Słoneczko, zero wiatru, prawie czyste niebo, suchutko, bez śniegu, 12 stopni... Angielski grudzień, herzlich wilkommen.
Nie, poważnie mówię. Niedługo święta, a tu tylko deszcz pada. Można szału dostać. Nienawidzę śniegu, ale bez przesady, to jest masakra. A jak spadnie 5 cm śniegu to szkoły pozamykają. Paranoja.
Nie bez powodu wrzuciłam opening Sword Art Online. Cholernie podoba mi się to anime, wciąga od pierwszego odcinka, ale wkurzające jest to, że praktycznie w każdym odcinku jest inny wątek. Na razie jestem na 12. odcinku, ale musiałam sobie odpuścić, bo mi na żadnej stronie player nie chodzi.
Wróciłam zatem do Czarodziejek. Uwielbiam ten serial, poza tym, to sentymentalny powót do wczesnych lat dzieciństwa. Jak głupia oglądałam wszystkie odcinki, mając 5 czy 6 lat. I zawsze chciałam być Piper xd
Zaliczyłam szoka. Simon Amman, jeden z moich ulubionych skoczków narciarskich skoczył prawie rekord Hochfirstschanze, czyli 144 metry. Rekordy konkursu lecą. Morgenstern 143.5 m, a niespełna 42-letni Noriaki Kasai całe 142 m. Kocham ten sport i pewnie będę o nim blablać na okrągło, tak do marca. A potem znów, od sierpnia.
Macie tu linka do skoków z 1906 roku. Ja podziwiam ówczesnych skoczków, ponieważ musieli być nieźle odważni skacząc na drewnianych nartach (tak, skakali na takich), machając rękami i lądując bez telemarku. Mimo, że wtedy rekordy wynosiły ok. 20 metrów, to jednak skacząc w ten sposób i na takim sprzęcie można było się zabić. Szkoda, że w 1808 nie było filmu, bo chciałabym zobaczyć pierwszy rekordowy skok, wykonany przez Norwega Olafa Rye na odległość 9.5 m. Pewnie było to na jakiejś mikroskopijnej skoczeńce, usypanej ze śniegu.
Oł je, Severin Freund kolejne 144 m, zaciesz. Taak, hejty za to, że kibicuję nie tylko Polaczkom. I czo?
I na koniec: Jump!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz