środa, 20 sierpnia 2014

Się rozpędziłam z tym nowym postem, no bez kitu...


Soundtrack taki, bo mam totalną fazę na ten kawałek.
Nie wiem czy ktoś w ogóle czyta, tego bloga, ale dodaję nową notkę, bo mam internety i nastrój do pisania.

Bo w sumie to miałam ocenić mundial, ale tak to jest jak nie ma jak przenieść neta na nowy adres <narzekanie na Anglię mode on i raczej nieprędko off>.
Powiem tylko tyle, że przez to zaczęłam kochać niemiecki futbol.  Dokładniej Mario Götze, ale to nieważne...  I stałam się zagorzałą fanką Borussii Dortmund.  No wiem, Marco Reus, ale ja kocham cały zespół, włącznie z rezerwowymi i całym sztabem szkoleniowym.
W każdym razie po mistrzostwach jestem zadowolona.
I wkurwiona, że nie postawiłam zakładów, bo teraz bym miała fhui kasy.
Bo przewidziałam, że będzie 1 - 0 dla Niemiec, że bramkę strzeli Mario w dogrywce.  Teraz za to pluję sobie w brodę.
Noale coż, tak to jest jak sie nie ufa swoim przeczuciom.

Od przedwczoraj stałam się wielką fanką Jurija Szatunowa.  Bo to jeden z niewielu Ruskich, którzy nawet są przystojni.  I ma ładny głos.  Co ja piszę w ogóle...

<sentymentalizm mode on>
Bo tak się ostatnio zastanawiam, czy będąc nastolatkiem można się tak na zabój w kimś zakochać.
Zawsze mi wszyscy mówili, że to tylko takie na chwilę, jak śnieg w kwietniu.
A co jeśli kogoś trzyma już dwa lata, od 15-go roku życia?  No niech się teraz mądra ciotka wypowie, co to jest w takim razie?  Przywiązanie?  A może po prostu zwykłe przyzwyczajenie?  Na smsy czekam do 21 sierpnia do godziny 23, za poprawną odpowiedź nagroda.

Dobra, co ja pierdolę w ogóle?  Muszę wstać po 5 rano, a dalej pilnuję internetów i zabłądziłam, bo słucham Marzii Gaggioli.
Chyba powinnam jednak iść już spać.

Zatem na pożegnanie, będę dla was szalona i jebnę jakimś kompletnie z dupy wziętym gifem, ot tak, żeby pusto nie było.  Buonanotte :P

(Matthew Lush i Nick Laws, moja ulubiona para gejów.  I'll wait for so much hate)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz