Soundtrack taki, bo mam totalną fazę na ten kawałek.
Nie wiem czy ktoś w ogóle czyta, tego bloga, ale dodaję nową notkę, bo mam internety i nastrój do pisania.
Bo w sumie to miałam ocenić mundial, ale tak to jest jak nie ma jak przenieść neta na nowy adres <narzekanie na Anglię mode on i raczej nieprędko off>.
Powiem tylko tyle, że przez to zaczęłam kochać niemiecki futbol. Dokładniej Mario Götze, ale to nieważne... I stałam się zagorzałą fanką Borussii Dortmund. No wiem, Marco Reus, ale ja kocham cały zespół, włącznie z rezerwowymi i całym sztabem szkoleniowym.
W każdym razie po mistrzostwach jestem zadowolona.
I wkurwiona, że nie postawiłam zakładów, bo teraz bym miała fhui kasy.
Bo przewidziałam, że będzie 1 - 0 dla Niemiec, że bramkę strzeli Mario w dogrywce. Teraz za to pluję sobie w brodę.
Noale coż, tak to jest jak sie nie ufa swoim przeczuciom.
Od przedwczoraj stałam się wielką fanką Jurija Szatunowa. Bo to jeden z niewielu Ruskich, którzy nawet są przystojni. I ma ładny głos. Co ja piszę w ogóle...
<sentymentalizm mode on>
Bo tak się ostatnio zastanawiam, czy będąc nastolatkiem można się tak na zabój w kimś zakochać.
Zawsze mi wszyscy mówili, że to tylko takie na chwilę, jak śnieg w kwietniu.
A co jeśli kogoś trzyma już dwa lata, od 15-go roku życia? No niech się teraz mądra ciotka wypowie, co to jest w takim razie? Przywiązanie? A może po prostu zwykłe przyzwyczajenie? Na smsy czekam do 21 sierpnia do godziny 23, za poprawną odpowiedź nagroda.
Dobra, co ja pierdolę w ogóle? Muszę wstać po 5 rano, a dalej pilnuję internetów i zabłądziłam, bo słucham Marzii Gaggioli.
Chyba powinnam jednak iść już spać.
Zatem na pożegnanie, będę dla was szalona i jebnę jakimś kompletnie z dupy wziętym gifem, ot tak, żeby pusto nie było. Buonanotte :P
(Matthew Lush i Nick Laws, moja ulubiona para gejów. I'll wait for so much hate)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz